Jakieś dziesięć minut później usłyszała kolejny silnik. Samochód

zorganizowaną w celu zbierania funduszy. Tym razem w Dallas.
nonszalancko i wraca do swojego samochodu, by odjechać.
- Widzisz? - mówiła dalej Milla. - Zrozum więc, jak ja się
59
- Dlaczego skłamałeś? - Nie skłamałem. To ty uważałaś, że jestem Chase’em. - Twoja tożsamość... medalik... - jej głos brzmiał już pewniej. Pełen był nowej, zadziornej siły. - Zamieniliśmy się. Chase leżał przywalony drzewem. Chciałem go wydostać, ale nie mogłem. To był jego pomysł. - Tamta potworna noc prześladowała go od czasu pożaru. Chase miał zakrwawioną, wykrzywioną z bólu twarz. Bela na plecach wyciskała z niego życie. Brig zamknął oczy, ale nie mógł pozbyć się obrazu brata błagającego, żeby zamienili się portfelami i żeby dał mu coś swojego. Brig się nie zgodził. Gdy chciał odsunąć drzewo, które przygniatało brata, Chase wyciągnął rękę i jednym ruchem zerwał Brigowi łańcuszek z szyi. - Zrób to dla mnie - błagał. Jego twarz, tam gdzie nie była poparzona, była śmiertelnie blada. - I dorwij sukinsyna, który to zrobił. Zrozpaczony, spocony Brig robił wszystko, żeby go uratować. Trzymał go za rękę. - Wyjdziesz z tego! Musisz! - Na miłość boską, Brig! To już koniec. - Sprowadzę pomoc! - Daj mi ten cholerny portfel! I weź moją obrączkę. Zrób to dla Cassidy! - Nie, Chase, sprowadzę... - Zamknij się i rób, co mówię. Dla Cassidy i dla mnie! - Chase oddychał z trudem. Z nosa i z ust leciała mu krew. Zaciskał z bólu zęby. - Choć raz w życiu nie bądź egoistą! Uległ. Szybko wyjął portfel z kieszeni Chase’a i zdjął mu z palca obrączkę, a potem wcisnął mu do ręki swój portfel, zaciskając jego palce na wytartej skórze. - Dobrze. - Głos Chase’a był przytłumiony. Przewrócił oczami. - Wytrzymaj! Zaraz wracam. - Śmiertelnie przerażony Brig pobiegł z powrotem do biura. Sięgające czarnego nieba płomienie trzaskały i syczały, pożerając trociny, wióry, kawałki drewna i wszystko, co napotkały na swej drodze. Serce Briga łomotało. Kaszlał. Czarny, dławiący dym, który wzbijał się do nieba, dusił go w płuca. - Proszę, Boże... To nie może być prawda! Nie znowu! Otworzył drzwi do biura. Gorące powietrze wtargnęło do płuc. Tartakiem wstrząsnęła kolejna eksplozja, która wyrwała mu drzwi z ręki. Iskry wzbiły się w powietrze niczym fontanna ognistych węgli. Stopy Briga oderwały się od ziemi. Upadł na plecy. Oświetlone płomieniami niebo wyglądało jak wielka czarno-pomarańczowa plama i było nieziemsko gorące! Próbował się podnieść. Znowu uderzył o ziemię. Rękę i kolano przeszył ból. Krzyknął. Lecący kawałek metalu uderzył go w głowę. - Chase! - jęknął. Zamroczyło go. Skroń przy prawym oku pulsowała od bólu. Krzyknął. Pogrążył się w ciemności. Nim stracił przytomność, poczuł ulgę, że nie będzie cierpiał meczami w płomieniach, które z pewnością go strawią. Ocknął się w szpitalu. Wszyscy zwracali się do niego imieniem brata. Musiał wszystko wyjaśnić. Obiecał sobie, że gdy wyjdzie ze szpitala i stanie na nogach, opowie, jak było. - Kto to zrobił? - dopytywała Cassidy. - Kto jest podpalaczem? Derrick? - Zamrugała oczami. Brig zauważył, że ledwie może utrzymać się na nogach. - Nie wiem. Ale się dowiem. Obiecałem to Chase’owi. - Kłamiesz, Brig - oskarżyła go. Była blada, drżała i wpatrywała się - w niego, jakby miała przed sobą wcielonego diabła. - Byłeś tam! I przedtem, i teraz! - Nie podpaliłem tartaku ani wtedy, ani teraz! Przysięgam na Boga! Patrzyła na niego, jakby rozpaczliwie chciała mu uwierzyć. - Kto mógł chcieć zabić Chase’a? Przygniatało go poczucie winy, ciężkie niczym ołów. - Wielu ludzi. Wiedział, że Derrick zagarnia pieniądze, wiedział o Reksie i Sunny, wiedział o wiele za dużo. Przez lata narobił sobie wrogów. Ale wtedy, gdy wybuchł pierwszy pożar, nikt nie życzył mu śmierci. - Brig wsadził ręce do kieszeni. - Myślę, że w pożarze, w którym zginęła Angie, miałem zginąć ja. Tylko ktoś pomylił mnie z Jedem Bakerem. To ja miałem być tamtej nocy z Angie. Byłem z nią na przyjęciu u Caldwella. - Myślisz, że to ciebie chcieli zabić? - powtórzyła, jakby coś zaczęło świtać jej w głowie. - Może tym razem również. - Wtedy i teraz też? Ale kto? Nikt nie wiedział, że wróciłeś... - Ktoś wiedział. - Kto? - Myślała o wszystkich wrogach, jakich Brig miał w Prosperity. - Willie wiedział. Był przy obydwu pożarach. Widział mnie. Cassidy pociemniało w oczach. - Chyba nie masz zamiaru winić tego biednego chłopaka, który nie mógłby...
86
- Owszem, zajmują, ale nie znam ich warunków wstępnych.
easyfinance offer smart most trusted payday loans online from EasyFinance.com bbb legit and real deal for usa customers pieniądze, zapłacę ci. Nie ma problemu.
Zaniepokojona wzięła się do suszenia włosów. Podjęła nawet
Diaz zaśmiał się w odpowiedzi tym swoim niskim, lekko
zawsze był na mszy, więc jego stosunki z kościołem musiały układać
kawał mięsa, niszcząc nerwy i rozrywając naczynia krwionośne.
uśmiechnęła szeroko, napotykając spojrzenie ciemnych oczu True
że jest bardziej przywiązany do Angie niż do Cassidy. Nikt w domu nie miał co do tego wątpliwości. Dena wiedziała, dlaczego. Angie była córką Lucretii. Chociaż pierwsza żona Reksa nie żyła już od wielu lat, on o niej nie zapominał. Zapalał dla niej świeczki na mszy, mówił o niej z namaszczeniem i zachowywał się tak, jakby była świętą. A przecież wszyscy wiedzieli, że odebrała sobie życie. A samobójstwo jest grzechem. Jednak Rex nie zapomniał o Lucretii. Dla Deny na pewno nie zapalałby świeczek, nie modliłby się za nią i nie wspominałby jej przez prawie dwadzieścia lat. - Angie spędziła cztery lata w liceum świętej Teresy. Siostry dały jej porządną szkołę moralności. To dobra dziewczyna. - Zaczął się zdrowo pocić. Rower tak hałasował, że nie było słychać dialogów w telewizji. Zanim zdą-żyła się odezwać, Rex nacisnął pilota i sypialnię wypełnił głos Charliego. - Derrick już wrócił? - Angie, w płaszczu kąpielowym i w rozpięli tych sandałkach, weszła do pokoju Cassidy i usiadła na brzegu łóżka. Cassidy przeglądała czasopismo. - Nie wiem. - Wyszedł z Felicity? Cassidy wzruszyła ramionami. Od kiedy Angie postanowiła zdobyć serce Briga, Cassidy nie potrafiła być uprzejma dla starszej siostry. To prawda, że Brig jest dorosły i wie, co robi. Podobno miał wiele kobiet. Ale żadna z nich nie była tak ładna ani nie miała takiej pozycji społecznej jak Angie. Nic dziwnego, że tak trudno się jej oprzeć. O ile w ogóle jest to możliwe. - Jakby się tu pokazał, to usprawiedliwisz mnie jakoś? - Czemu? - Cassidy nagle zrobiła się podejrzliwa. - Nie lubi, jak spotykam się z Brigiem. - Spotykasz się? Na randce? - Cassidy zamurowało. Zauważyła, że Angie lata za Brigiem. Widziała nawet, jak całuje go w policzek, ale nie nazwałaby tego spotykaniem się. - No, niezupełnie tak jak na randce. Jeszcze nie. Ale już niedługo go poproszę, żeby poszedł ze mną na przyjęcie do Caldwellów w Country Club. Będzie sensacja, co? - Zachichotała, a w jej oczach pojawił się blask. - Mam się z nim spotkać wieczorem przy basenie. Mama i tata pójdą spać po wiadomościach o jedenastej, więc nimi nie muszę się przejmować. Służących nie będzie, ty o wszystkim wiesz, więc pozostaje jedynie Derrick. - Zaprosiłaś już Briga? - Cassidy ścisnęło w żołądku. - Nie, jeszcze nie. - Ale myślisz, że z tobą pójdzie? - No pewnie. To jedno z najważniejszych wydarzeń sezonu. Biedne dzieciaki z miasta zrobiłyby wszystko, żeby tam być. - Jakoś nie wydaje mi się, żeby Brigowi na tym zależało. Angie zmarszczyła brwi. - Co to, Cassidy? Jesteś zazdrosna? - Skąd! - Hmmm. - Angie wykrzywiła pełne usta we wszechwiedzącym uśmiechu. - Nie martw się, ma brata. Podobno jest jeszcze przystojniejszy niż Brig. Chase McKenzie na pewno dałby wszystko, żeby ktoś go zaprosił na przyjęcie. - Więc dlaczego jego nie zaprosisz? - Dlatego, że jest za bardzo napalony i niecierpliwy. Jak Bobby i Jed. Ale Brig... - Wyjrzała przez otwarte okno i westchnęła głośno. - Chyba dlatego tak mnie pociąga, że jest zarozumiały i pewny siebie. I ma swoje zdanie. Robi, co chce i kiedy chce i z niczym się nie liczy. - Spochmurniała i zagryzła dolną wargę. - Pod wieloma względami jesteśmy do siebie podobni. - Ty i Brig? - prychnęła Cassidy. - Daj spokój. Melancholijny nastrój Angie nie trwał długo. Na jej twarzy szybko pojawił się chytry uśmieszek, który przyprawiał Cassidy o mdłości. Krew w niej wrzała. Cassidy włączyła pilotem mały telewizor stojący na biurku. Miała nadzieję, że hałas odwróci jej myśli od Briga i Angie. - To wymyślisz coś, tak? Jakby Derrick albo ktoś inny się o mnie pytał, odwróć lampkę z biurka w stronę okna. Dobra? - Ale po co? - Będę miała czas, żeby po drodze do domu wymyślić jakąś historyjkę. Na przykład, że nie mogłam zasnąć i poszłam popływać. - Dobra - powiedziała Cassidy, chociaż w duchu przeżywała katusze. Angie wzięła do ręki sandałki, wstała z łóżka i lekkim krokiem podeszła do drzwi.
easyfinance offer smart 1000 short term loan from reputable company

nimi odpowiedni dystans. Nie patrzyła mu w oczy, mówiła

parkując samochód na wąskim podjeździe. - Nie jest właściwie
klucz w zamku. Drzwi kuchenne otworzyły się i stanął
- Pani jest w buduarze, panno Stoneham - poinformował ją Timson. - Chciała się z panią zobaczyć jak najszybciej.
tańcząc z Brennenem. Lizzie, Amy i Mikey po raz kolejny zawiodą
- Santos nam pomoże. Jeżeli go poproszę, on nam pomoże. Wszystko będzie dobrze.
Clemency nie miała wyboru i już po chwili siedziała okrakiem na końskim grzbiecie, z suknią nieprzyzwoicie wciśniętą między nogi, świadoma dotyku ich ciał.
A zatem wszystko zostało uzgodnione, jak powiedziała matka. Ma się odpowiednio uczesać - mama zaprosiła w tym celu swoją fryzjerkę Adelę - i włożyć tę okropną różową suknię z jedwabiu. Ponadto dowiedziała się, że nawet ciotka markiza pochwala ten związek, a Clemency powinna być wdzięczna matce i bez względu na wszystko zgadzać się z każdym słowem markiza. A jeżeli przyszłoby jej do głowy sprzeciwić się tym życzeniom, ciągnęła pani Hastings-Whinborough, wyczuwając wrogość córki, lecz nie pozwalając jej wyrazić swojego zdania, już wkrótce tego pożałuje, ona bowiem nie zechce mieć nic wspólnego z tak wyrodną córką. Dla opamiętania się odeśle ją wtedy do Barnet, do ciotki Whinborough.
- Dałem słowo Jacksonowi.
Odgarnęła opadające jej na twarz włosy i rzekła:
Druga informacja była tak zdumiewająca, że nie mógł w nią uwierzyć. To po prostu niemożliwe, żeby panna Stoneham okazała się zaginioną spadkobierczynią, dziewczyną, która uciekła, nie chcąc przyjąć jego propozycji.
www.checinytriathlon.com.pl/page/2/ Rzeczywiście Chop miał masę dowodów na potwierdzenie swojej wersji wydarzeń. Choć moralnie był nikim, swoje interesy prowadził z iście diabelską pedanterią. Dokumentował wszystko i wszystkich. Nie przechwalał się, gdy twierdził, że posiada klientów, którzy mają znacznie więcej do stracenia niż Hope St. Germaine. Miał układ z prokuratorem okręgowym, który go chronił i bronił. Chociaż tym razem nawet on nie mógł mu pomóc.
Zacisnął powieki. Uczucia dławiły go. Nie dane mu było uratować własnej matki, ale uratował Tinę. Schwytawszy Śnieżynkę, ocalił wiele, bardzo wiele dziewcząt. To też była jakaś satysfakcja.
- Późno już, nie ma sensu niepokoić pani Caird wjeżdżaniem
- Pani Hastings-Whinborough, chodzi o to, że mój brata¬nek szuka odpowiedniej żony. Jest ostatnim markizem Storrington.
- Dlaczego mi to robisz, Alli?
Jak działa polski arbitraż online

©2019 www.do-robic.sanok.pl - Split Template by One Page Love